piątek, 30 września 2011

Lans

Święty Piotr u raju bram
legnąwszy znudzony,
począł świat analizować-
-chore w nim syndromy.

Gdy Adama zachowanie
skrupulatnie badał,
parsknął śmiechem jaki zmyślny
był ten z raju -Adam.

Grzeszki zmorą wszystkich rajów,
to powszechna plaga,
zakryć je zakamuflować
pierwsze próby? - Adam.

I wymyślił hit na miarę
wszechczasów i mody...
liściem- przód
ogonkiem tył - kryjemy klejnoty.

Ciemnogrodu czas zamierzchły
minął- z bicza strzelił,
Adamowie nowożytni
radość będą mieli.

Mix emocji,max zachowań,
hardcor na dożynki,
teraz wszyscy wiercą zadem,
bo ich cisną stringi.

zwykły wieczór

pomyłam, posprzątałam, powiesiłam
pranie...zgubiłam troche kilo
i posłuchałam płyty od przyjaciela

nie napisałam wiersza
nie uratowałam świata
nie ułagodziłam nawet hormonów
własnej nastolatki
wypiłam miksturę i zużyłam kilo
chusteczek,
milion kropli wlałam do nosa
amolem natarłam zbolałe żebra...
to niewiele jak na jeden zwykły
wieczór...

najważniejsze że Ładysz
tak pięknie zaprasza do walca

o północy na pewno
dam się zaprosić...

Nocą...

...Lady Re w zadumie

chusteczkę w palcach gniecie.

W ramie okna światło znikome

litościwych miriadów gwiazd...

W 'zamyśleniu mrugają'

wyczuwając tęsknotę

wielu serc

i oceanom myśli przepływającym

przez sierp księżyca

ucinają nie jeden zamysł

by ta noc była

ostatnią...

środa, 28 września 2011

Prezent od Przyjaciela:)))))


Renezji
Pegazin...
Poe – gdy życie ma gorzkie,
to taką ma perspektywę
- pojedzie do miasta gdzie mają
największą prezerwatywę...

Satyryk ma wyobraźnię...
A ktoś mu może zabroni...?
Facet miał organ jak ogier...
Być może – stąd nazwa – Konin...

I niech mi nie mydlą oczu
- widzi to mądry i głupek,
że czczą tu fallusa – bo muszą...
A mówią, że milowy słupek.

Niech żyje poetka Renezja
co wolę zmiany wyrazi:
sKOŃ-czmy na zawsze z Koninem
- nazwijmy to miasto – PEGAZIN!!!

Ironezjusz

Jesień

W przebarwione liście
zawijam kasztany i wnoszę
do domu. Kominkowy nastrój
rozpala ciepło w sercach.
Jesienią pledy łaszą się
do ciała, koty mruczą z tęsknotą,
a z nici babiego lata
dziergam sweter, skarpety i szal
...dla ciebie

poniedziałek, 26 września 2011

z przygody jednej...Adamowi:)

kilka słów

kilka nut

kilka wersów

myśli zwój

zakręcony

z pieczęcią

a na laku

miast godła

czy herbu

szczery uśmiech

zwyczajnie

dziewczęcy

mały kadr

kilka fotek

z kolana

zwykły dzień

nawet nudny

wieczorek

jeden błysk

jeden flesz

i spojrzenie

tabun myśli

jak stado gna

koni

czwartek, 22 września 2011

Punkt postrzegania wilgotnych oczu

Ciężki wiersz...naniesione na butach
okruchy nieszczęścia, strzepany popiół
czasów przeszłych mieszamy z "teraz",
a może nawet i z"później"
(wprawny malarz nie ma z tym problemu).
Wizja cierpienia koniecznie w burej tonacji,
niechlujnie rzucona na płótno.
Bylejakość jest nie tylko domeną umierania.

Ciężki wiersz koniecznie musi nieść
trudne przesłanie- o biedzie, głodzie
o utraconych, nagle urwanych przyjaźniach.
Nie można nim motylić, ani zakwitać -
- choć źródło takich wierszy
wypływa z łona.
Jeśli znajdzie się tam chociaż jeden promień
słońca, to taki wiersz uniesie się ponad
szarobyt trudnego poety...
Staje się wtedy ...grafomanią.

Rozumienie wiersza na sposób T.B.
Tak. Wprawny malarz nie ma z tym problemu. Jak i wprawny poeta – psycholog...Jednak środek ciężkości wiersza jest poza burościami, głodem przeżycia czy przyjaźniach, które urwały się z wyobraźni...istotą jest mieszanie „teraz” i „Później”. A czy w ogóle możliwa jest taka hybryda. –Jest – podpowiada wytrawny satyryk.Warunkiem jest totalne zaufanie tych dwojga. Jakby orbitujących ponad tym aksjomatem niby niemożności. Bo dzieli te dwie kategorie postrzegania i postrzegania (szczególnie) uczucia – oś czasu...Nieprzypadkowo mówi się „miłość ci wszystko wybaczy”, nawet drobne potknięcie wspomnienia i wspomnieniem...A wtedy przy takiej tolerancji lotu – oboje mogą zakwitać, motylić, a nawet orlić...szarobyt zahaczy o tęczę i w tęczówkach zapali się tygrysia zieleń natury...albo smutek czarnego porzuconego kotka....Bo czasem warto mieć na dłoni jak i serce tako i oczy...Poetessa frenezja komplikuje nam narrację wątpiąc – „czy znajdzie się choć jeden promień”....Promień niczym celna strzała przebija serce, które młody poeta wyrzyna na korze drzewa. Bo kocha! Ten męski punkt widzenia (bo raczej mężczyźni wyrzynają serca przebite strzałą ;) – to jest właśnie punkt postrzegania wilgotnych oczu...
xxxxxxxxxxxxxxxxxx

Dobrze jest jak czasem krytyk literacki wytłumaczy autorowi co w trawie piszczy:)))
Dziękuję za piękny komentarz:)

co tam panie w polityce?

Na rybnym targu (politycznym)
aromatycznie i połyskliwie.
Wszystkie rekiny i ich szprotunie
w swych nowych łuskach
mienią się ślicznie.

Przy taszy gnącej się od przepychu
staje staruszka - z wyglądu mikra.
-JA REKLAMUJĘ!
to mlecz rozlazły...
za dowód - ponoć- miała być IKRA!

Rozterka...

Przydzielono mi złe proporcje
tlenu i prochu.
Ktoś niezbyt dokładnie
rozbujał wahadło czasu
i teraz najmniejsze westchnienie
hamuje wskazówki zegara.
Mój marnie opłacany czas
złożył wymówienie
w trybie natychmiastowym.

Martwię się tylko o jedno-
kto dla ciebie obróci klepsydrę


Renezja Grześkowiak
Łegowo 2011-09-14

Jesienny romans

Ten romans nie jest zły
Ten romans mi się śni.
Niech no tylko
dojrzeją kasztany...

Niech uniesień zwiastun gibki
wyczaruje powrót szybki,
w kasztany...bordowe kasztany.

Ta miłość nie jest zła,
jesienne barwy ma
zatopiona w bursztynie
na wieki.

Na deptaku para boska
Mistrz Orłowski & Orłowska
deklamują poezję Seneki.

Świat nie jest taki zły.
Świat tylko czasem kpi,
krzykiem mewy
zagłusza rozterki.

Rzeka drogi nie zawróci,
choćbyś zegar do niej wrzucił.
Czas Satyr- prześmiewcą jest wielkim.

Ze wszystkich świątyń

Kościół Św. Jana w Gdańsku

Zachariasz Zappio
człek stanu godnego
ufundował Gdańskowi
coś niebywałego.
Pod wezwaniem Jana
kościół wzniósł dla ludu
żeton – „misa strawy”
dopełnił tu cudu.

Rósł gotyk przez wieki
a miasto mężniało,
pożar mury strawił,
jak orzech pękały.
Ogień klęskę niesie
i burzy porządek,
na popiołach, zgliszczach
nowe ma początek.

Wiek XXI – wszy
garniec obfitości.
Czy kościół przetrwa
eksplozję „wolności”?
Kiedy jedni klamrują
popękane mury
inni lampy jarzące
czepiają na sznury.

Hiperkicz z żarówką
błyska wątpliwością,
bo duch pierwowzoru
winien tutaj gościć.
Rozjarzoną smugą
sunie potok światła,
myśl konserwatora
- wcale nie jest jasna!

Kamienna posadzka,
rzędy siedzisk wielu
jak wyrwane z kina
rodem z PRL-u...
Wpijają się śruby
w dziur zbędnych dziesiątki,
gdzie koniec głupoty?
Tu są jej początki.

Sanacja kościoła
grosza – krocie chłonie,
puch dla „czterech liter”
ma być jak w salonie.
Patrząc na ten bezsens
pojąć nie potrafię
by dla „ceny sceny”
- ołtarz – scenografią...
.............................................
Gnę kolano przed Mocą,
która w murach żyje,
kradnę resztki wzruszeń
nim je blichtr przykryje.
Nim kolumny odarte
z wapna i godności
ktoś zwyczajnie oklei
- bo tak będzie prościej.

Co miał konserwator
tu do powiedzenia?
Płakałam tam w murach,
dręczą mnie wspomnienia.
Chrystus w tym Kościele
myśl mi zasiał złotą:
współcześni Piłaci
- krzyżują Głupotą..!

Renezja Grześkowiak
2011-09-18

poniedziałek, 19 września 2011

Stachurowy wieczór...

Mów do mnie szeptem, by ciąg liter nie wystraszył myśli...

niedziela, 18 września 2011

wtedy... ( Eli i Darkowi )

czasem będę chciała
powiedzieć ci coś ważnego
wtedy mnie słuchaj
kobieca myśl mija szybko
i wagę słowa
chwyta tylko słuchające ucho

kiedy zechcę otworzyć duszę
a usta posłużą
nie tylko do pocałunku
wytęż słuch-
-bo odetnę
(nie słuchające ucho)

13 09.11 Łęgowo p.Gdańskiem

pytam... (Jurkowi)

pamiętasz jeszcze swoje imię
setki mil po nie jechałam
wieczór niepokojąco barwi
złudzenia i nadzieje
że jadąc tak daleko
zobaczę autentyk- oryginał
przeciąg owiał buty
prochem przeszłości
przyglądam się twarzom - maskom
...gdzie ja jestem?
czyj autograf mi się marzył
Bohema miksuje myśli i osoby
zamówiłam do kawy Jurka
dostałam Edwarda
zaszczepionego na muzycznie
zdobionej Gałązce
ot- bożonarodzeniowy prezent
we wrześniu

12.09.11 Bohema Gdynia

czwartek, 15 września 2011

czas to...


sztywnieje kręgosłup z wiekiem
inne cienie padają na drogę
(zegar nie zawsze słoneczny)
pochylam się po marne monety
- zbieram
jak zapomniane & pogubione
wspomnienia
......................
pojedyncze - bez wartości...
...po latach – bogactwo.

poniedziałek, 5 września 2011

wrzesień

lejcie miodne strumienie
wszak wrzesień zawitał w progi
błogi stan niesie świadomość
końca upałów początki nieśmiałe
z zapałem wiatr włosy zaplącze
i wrzosów wepnie jesienne krzewiny
przecie tak wytrwałe

tak barwnie płoży się wrzesień
kwieciem i tysiące kolorów już miesza
i pociesza nas ta perspektywa
by plecaki wyciągać kamasze
i w drogę wyruszać
i miody spijać
za waszą pomyślność
za zdrowie nasze