wtorek, 11 października 2016

Gdy mnie - tobie zabraknie


Kiedyś, kiedy zniknę, tak już
na całego, nie będzie mnie w domu,
ani ogrodzie…
Gdy kwiaty same będą miały kwitnąć,
zabraknie rozmowy mojej – z nimi,
co dzień
gdy Alejami nie będę przemierzać
w kierunku tak dobrze nam znanym
i nie pomacham więcej
w twoje okna, i nie pomyślę,
„witaj kochany”.
Kiedyś, gdy pamięć o mnie już
odpłynie, z wszystkich umysłów,
które zaprzątałam i każdy we własny
powóz zaprzęgnięty, zapomni o tym
w którym ja istniałam...
Coraz rzadziej wywołana będę
na czyjeś usta, czy do snu czyjegoś
i coraz trudniej odtworzą w pamięci
obraz wizerunku mojego.
A ogień który we mnie płonął, tlić
w końcu przestanie – kochanie…
Zostaną wiersze, cząstki tej miłości,
którą nie sposób będzie ignorować
zawieszę nuty na deszczowych chmurach
spadną na ciebie, wiem, że je zachowasz.
Choć ogół świata galopem przed sobą
batem życie siecze, nań się mocno gniewa,
ja ci o szczęściu zaśpiewam. Tylko blask oczu
zapamiętaj, on lód w twoich oczach skruszył
i przeto stały się one zwierciadłem
prawdziwie pięknej duszy.

niedziela, 9 października 2016

Cisza

Może napisałabym dobry wiersz,
gdyby nie rozbiegane dzieci.
Spłodziłabym parę udanych zdań,
gdyby nie cieknący kran,
gotująca się zupa,
rozlana na obrus herbata.
Może wystarczy poczekać
na bardziej sprzyjający czas,
na ciszę…

Cisza jak makiem zasiał.
Dzieci wyemigrowały,
zupa zjedzona,
herbaty nie ma komu podać.
Cisza głucha, aż echo w uszach
dzwoni, dawnym odgłosem
cieknącego kranu,
gwarnego śmiechu,
bulgocącej się w garnku strawy.

Wiersz ulotnił się wraz z energią
napełniającą dom.
Pozostała nikomu,
do niczego niepotrzebna
cisza.

czwartek, 6 października 2016

… A na imię mu dano – Natchnienie


Czuję cię na progu myśli,
jakbyś czekał na wywołanie.
Nie musisz bić w dzwony,
by obwieścić istnienie,
bo jesteś: w codzienności,
na uroczystościach,
w pracy i rozrywce.
Dobrze znany snom i jawie,
kochany w marzeniu, upragniony ciałem.
Budujesz obrazy, dla których
warto przenieść ciebie
do świata równoległego,
realnego.

Mamy już to w zwyczaju,
kiedy budzimy się o świcie,
przywołujesz zabłąkany
we śnie uśmiech,
i przypinasz mi skrzydła do ramion.