poniedziałek, 30 maja 2011

moja matematyczna mama


tuż poza kokonem
ścieżka jest prosta
mama - ja
ja - mama
odcinek A-B z bardzo małym przebiegiem
bez zadyszki prosto w ramiona

z czasem zatroskane A stoi na warcie
czujne i pełne wyrozumiałości
a niesforne B meandrycznie wydłuża
drogę powrotną w matczyne objęcia

wszystko w świecie ma cykliczne
miejsca i powroty
bocian corocznie wraca do gniazda
deszcz wznosi się do swojej chmury
wiatr odwiedza ulubioną gałąź świerku

a dziecko?
jeśli szczęście mu sprzyja
z latami skraca życiowy odcinek
w jądrze każdej jednostki
jest zaczyn matczynych uczuć

a tęsknota?
pokona wszelkie bariery
i nie ma większej głębi ani siły
jak miłość matki i dziecka

środa, 18 maja 2011

krótki oddech

dzień ku dniowi osnowę przeciąga
nocnym wiciom zazdroszczac tajemnicy
przejść po linie na drugą stronę bytu
nie dam rady- nie jestem baletnicą

dni do walki zmuszają - jak zwykle
nocą omamy gnębia bezustannie
chcę sie wyrwać obudzić otrzasnąć
przegrywam- sen nade mną ma władanie

zjawa z właściwą sobie bezczelnością
zajrzeć by chciała w oczy mojej duszy
koszula nocna lepi się do ciała
zmuszam się aby wreszcie się obudzić

niedziela, 8 maja 2011

poezja polska

podarowałam kilka wierszy
parę skrawków wyrwanych z mojego ja
na pastwę zjadliwego języka
położone jako ofiara całopalenia
której "bóg" nie przyjmuje
prochu...odrzuca wers za wersem
rozdmuchując spopielone myśli

dałam kilka śladów "DNA"
jednakże nikomu i niczemu
nie chciało posłużyć jako
materiał warty badań
nie dam więcej
ukryję
przeczekam epoki i wrócę
czasy się zmieniają
wrażliwości kształtują
wrócę niezmieniona

poniedziałek, 2 maja 2011

a ja...

a ja ciebie bić nie chcę
biciem tylko wskóram
że od twego zarostu
zetrze mi się
na piąstce skóra

a ja bić nie potrafię
biciem można wielce
zachwycić, ale
to musi być słyszalne
bijące drugie serce

a ja biciem piany
też się nie zajmuję
chyba że do ciasta
którym ciebie chętnie
w swych progach poczęstuję

niedziela, 1 maja 2011

Miłość - uczucie jakże niełatwe

Miłość jest motorem życia,
siłą napędową trwania,
bycia i akceptacji drugiego człowieka.
Miłość nie klasyfikuje, nie rozdziela,
ani nie obraża się za inność. Miłość
wyciąga rękę do ubogiego z taką samą radością,
jak ściska rękę wielmoży
i na równi stawia wszystkie przejawy życia.
Miłość nie wywyższa, nie pozwala sobie
na stawianie piedestałów, bo jednako wielką jest
w ubogim szałasie afrykańskiego buszu
jak i na salonach wiodących prym.

Wszyscy o niej wiedzą,
wszyscy o niej piszą, wszyscy czują.
Darem jest od Boga, po który wcale nie jest
łatwo sięgnąć. Skrywa się przed próżnością,
zachłannością, egoizmem.
I wyzwala ogromnymi pokładami podczas
"lokalnych armagedonów" chwiejących posadami
naszej pewności bytu.
Empatia jest przejawem miłości i jako taka
gotowa jest przetrwać wszystkie próby
religijno-egzystencjalne.