poniedziałek, 22 lutego 2016

Ślepiec i Żebrak - Jadwiga Wojtczak-Jarosz


O świcie przemierzają sami tę samą drogę pomiędzy wzgórzami.
Codziennie o świcie wędrują ścieżkami Ślepiec i Dziecko
pustymi drogami.
Słońce za plecami wychodzi z ukrycia i dzień budzi nowy, jak co dzień do życia.
Blask mętny się wdziera do oczu za mgłą i wnet tam zamiera
i spływa ze łzą.
I słychać, jak w ciszy ptak jakiś przefrunie i kamień spod stopy nagle się usunie...
I słychać, jak w ciszy zeschnięty liść spadnie i owoc dojrzały gdzieś z drzewa upadnie.

Gdy schodzą ze wzgórza miasto się już budzi i wchodzą w ulice, by żebrać wśród ludzi,
wśród gwaru przechodniów, kalek na chodniku, w tłumie samochodów, straganów, śmietników,
wśród krzyków handlarzy, targujących ludzi... to Dziecko przed sklepem o pomoc cię nudzi.
Za dzieckiem twarz niema z oczyma ślepymi i dłońmi obiema o Dziecko wspartymi
ku tobie zwrócona, niepewna, nieśmiała, zapatrzona w nicość, zasłuchana cała,
z otchłanią żałości na dnie oczodołów...niema twarz Ślepego...
Nie patrzysz na niego.

Codziennie o zmierzchu znów wracają sami tą samą drogą pomiędzy wzgórzami.
Słońce za plecami czerwienią zachodzi i smutek tak wielki gdzieś w sercu się rodzi.

Jadwiga Wojtczak-Jarosz

piątek, 19 lutego 2016

Czystość widoku

Sercami wielcy jako te góry,
sercami czyści jako ten śnieg,
Pan nas ustawił u podnóża szlaku,
po zachwyt na szczycie, rozpoczął się bieg.


Zdjęcie z internetu.

środa, 10 lutego 2016

Ostatnia prosta

Kiedy będziesz mnie rozliczał
z myśli obnażonych wierszem,
stanę przed tobą twarzą w twarz
i wszystkie wezmę w obronę.

Choćbym nawet we wściekłości
każde słowo topiła w piołunie,
wyłowię je, osuszę
i nad każdym się pochylę.

Gdybyśmy całą wieczność
debatowali nad sensem tego daru,
bo przecież nazywają to darem-
mam czas, nigdzie już nie biegnę.

Powołując mnie - zaufałeś. Duszę
dałeś przesiąkniętą wiecznością.
Dla utrudnienia rzuciłeś kłody,
masz prawo rozliczyć zadanie.

Kiedy będziesz mnie rozliczał
bądź przygotowany. Poproszę,
byś z pamięci zarecytował
chociaż jeden mój wiersz.

niedziela, 7 lutego 2016

lekkość uśmiechu

dam ci jeden uśmiech
nie musisz nawet chłonąć go
całym wzrokiem
możesz oględnie spojrzeć
i odwrócić głowę
myśląc że nie dla ciebie
jeden uśmiech nie wywoła fali czułości
jutro dam drugi
zatrzymam cię na ułamek chwili
wolniej miniesz mnie na drodze
poczujesz muśnięcie motyla
pojutrze zaczniesz szukać go
w tłumie twarzy bez wyrazu
nim nastanie lato
staniesz się jego niewolnikiem
obdaruję cię całą gamą
promiennych
czułych
zaczepnych…

uśmiech - mój miły
ma wiele twarzy
i tylko twarze z uśmiechem
przestają być bezimienne

Krzysiu & Rena

Piękna poetka, nimfa z Konina
Rzuciła swój urok na blondyna.
Chłopak migiem oszalał
na figle się napalał
aż pożar wywołał biedaczyna.


Krzysiu, gentlemen- ot - po sąsiedzku
niezwykłym trudni się jeździectwem
dosiadł więc Pegaza
co czasem mu się zdarza
lecz gania nimfę iście po zbójecku:)

środa, 3 lutego 2016

Aleksander Janowski przetłumaczył mój wiersz :)



http://bonito.pl/k-1297820-reportaz-z-zycia-czesc-2

A KISS

A forbidden fruit
placed a kiss
on the lips
of the unclaimed poetesse.
Trembling,
she watched
the tree of the good and evil
Nothing has happened
No leaf has fallen
as a result


http://bonito.pl/k-90381601-na-krawedzi-slonca-i-cienia

pocałunek
zakazany owoc złożył pocałunek
na ustach bezpańskiej poetki
z drżeniem obserwowała
drzewo poznania dobra i zła
nic się nie wydarzyło
żaden liść nie opadł z tego powodu