wtorek, 29 marca 2011

Pegazin- Wielkopolska

Pępek kraju nie narzeka
wiele pięknych miejsc posiada
jezior mrowie, rzeka, puszcza
cisza kiedy chcesz odpocząć
i przyjaciel gdy -pogadać

Morze swoje ma zalety
góry kuszą majestatem
jest do czego tęsknie wzdychać
jest gdzie jechać, zimą, latem

Jednak większą część żywota
spędzam w miejscu ukochanym
wśród bocianich gniazd ukrytym
domem -szczerze nazywanym

niedziela, 27 marca 2011

Szafowanie aniołem &Tragedia pewnej szafy

Szafowanie aniołem
(wiersz pisany do szuflady)
autor Krzysztof Abrahamowicz

Mój anioł ma skrzydła zrobione z drzwi garderobianej szafy.
Te - skrzypią rdzą nieoliwionych zawiasów,
kiedy jak trzmiel, lecąc nisko nad głową,
buczący stroiciel basetli i kontrbasów,
przesuwając podmuchem, jak z miechów, powietrze
oszołomione lawendą i zielskiem na mole,
palcem wodząc po nich, sczytuje reliefy,
kozikiem niedbale wycięte na drzwiach - autografy.

Owe skrzydła wystrugał, przecież nie na anielską miarę,
nieletni, choć wprawny już syn pewnego stolarza.
Floresem ozdobił ich lico - niezbyt dobry snycerz,
stąd ulotność anioła ma wymiar zaciężny.
Czujny jest jednak i mężny anioł poskromiciel
gorejących smoków, zarówno Michał, jak i Jerzy,
pół święty, pół śnięty, mych słabości - rycerz.

Kiedy w szafie kłębią się mroczne i tajemne sprawy,
zza kurtyny, zwieszonej ściśle damskiej garderoby,
prześwieca intrygujący i ciekawy pokaz cieni,
tenże anioł przysłania skrzydłami owej sceny wnętrze.
I tylko przez niedomknięte staraniem szczeliny,
z balkonu zerkając na nieobrachowanym jakimś piętrze,
zauważyć możesz, jak wiersz ulotny z rękawa wypada,
zanim go, wciąż głodna, osikowa - pochłonie szuflada.

TRAGEDIA PEWNEJ SZAFY- moja odpowiedź na wiersz Ka.

Anielski duch szafy, pozbawion atrybutu swego
wyrwał odrzwia(obnażając trzewia) niewieściego zakamarku
zwiewnych sukien, apaszek, futer i futerału po skrzypcach
skrywającego spinki, broszki i bibeloty ważniejsze i piękniejsze
od codzienności poza szafą...
Wyrwał je i przypiąwszy do ramion poszybował do miejsc
najistotniejszych, do boga tego świata, materialnej wizji
kobiecej próżności...
Poszybował, jasny cel mając przed oczami, w snop świetlistych neonów-
i spłonął.
Na nic drzwi kunsztownie rzeźbione z suchego drewna przydrożnej
sosny dawno temu ściętej, bez wszech- obecnie panującej
karty kredytowej.

piątek, 11 marca 2011

Tomik wydany na UNIVERSITY OF ST.MICHAEL'S COLLEGE W Toronto. Mam ogromną przyjemność gościć w nim dwoma moimi wierszami :)))



tyle jeszcze do zobaczenia
nocy tak wiele do nieprzespania
gwiazd do odkrycia
lub policzenia
serc do przyjaźni
i do kochania
tyle zachodów i świtów tyle
dla których warto tam właśnie bywać
szczytów tak wiele jest do zdobycia
i nie mniej chętnych
by je zdobywać
tyle emocji i wrażeń tyle
na każdym kroku lśni w słońcu magia
miejsc urokliwych
ludzi przyjaznych
zegarmistrz czasu czas nam ustawia
byśmy zdążyli
nim dzwon wybije
to wszystko dotknąć
czym człowiek żyje
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
Myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem

myśl...
sączy się jad
spływając z mózgu
goryczą zalewa serce
nie pozwala sobie
na obiektywizm
realizm
rozsądek
pewna swoich racji
nie dopuszcza drobnej dygresji
że jest śmiertelnie otruta

mowa...
wyłuskuje z myśli
to co najboleśniejsze
odziewa w słowa
miecze
słowa pociski
wyrzuca na oślep
nie uświadamiając sobie
że jest śmiercionośna

uczynek...
w ruch idą ręce
uzbrojone
wzrok gradowym ciska
gromem
ciało podsycane adrenaliną
nie wie nawet
jak wielką ma siłę
nim opadnie omdlałe

zaniedbanie...
wynikła z braku zrozumienia
przepaść
pielęgnowany w myślach smutek
i zniechęcenie
brak empatii
brak euforii
i wszystko sprowadza się
do jednego...

wtorek, 8 marca 2011

z głębi kapelusza

podnoszę myśli o tobie
wysoko ponad ramiona
byś nie czuł ciężaru
opadających płat(k)ami rozwiązań
( przestrzeń się rozszerza )
kilometry zamieniam na lata
świetlne, niedościgłe jak pragnienia
zanurzone w wannie pełnej piany
gdzie zbyt wiele rąk łowiło okazję
( zawstydzam cię moimi myślami )
tyle krecich wulkanów wypiera ziemię
może kiedyś wsunę rękę
w ciemny tunel kretowiska
i pochwycę twoją po drugiej stronie
(niebo nadal ma barwę błękitną)

zabieram motykę i idę w pola
łowić promienie i przekopywać
góry wspomnień
(turlam się po wzniesieniach marzeń)

niedziela, 6 marca 2011

Pożegnanie snem.

Zamieszkałeś już na zawsze
gdzieś poza obszarem
który dosięgam wyobraźnią.

Przywołany obraz snu
skłania do rozmyślań
odgrzewając stare wspomnienia.

Nocny pociąg wraz z Tobą
wiózł bagaż radości,
rozpakowywany tuż za progiem mieszkania
przez stęsknionych siostrzeńców.

Do rana nikt już nie spał
a rano... biegłam pod śmietnik
przekonana, że tym razem
przywiozłeś mi żywego cielaczka.

Pamiętam stanik,
wstydliwy żarcik, że wykujesz ze stali
by się nigdy nie podarł
z uśmiechem wspominam, a przecież
byłam na Ciebie zła.

A te spodenki w kwiaty?
Nikt nie potrafił tak rozśmieszyć
strapionej problemami wioski.
..........................

Wszyscy trzej wyszli naprzeciw.
Zatrzymana
mogłam tylko patrzeć
jak na śnieżnobiałą koszulę
zakładają Tobie
czarny długi płaszcz.

Uśmiechnęłam się na pożegnanie
wiedząc, że jesteś w dobrych rękach.