czwartek, 3 maja 2012

Przy wierzbie głowiastej


Kiedy będę chciała
pomodlić się do Ciebie,
usiądę na skraju
wioski...
Zawsze tam przychodzisz- siadasz na miedzy
i czekasz...
do rynku Ci nie po drodze,i dobrze.
Każesz ludziom przychodzić
do siebie, jak do znachora. Ciągną
rzesze z bolączkami, nowymi cielętami
dziećmi,prosiętami.
A Ty jak stary,wracający do gniazda
bocian,rozpościerasz skrzydła
nad wszystkim...i błogosławisz.

Jesteś Bogiem.
Całe szczęście że nie każesz
całować się po rękach
jak papieże
i wystarcza Ci szczera wiara
i pokora zgiętych kolan.

Kiedy będę chciała,
przy odrobinie refleksji
wyszeptać Ci monolog o życiu,
pozwól mi na to...
ponoć co z myśli, to z serca.
Człek się wygada, wątroba wyzdrowieje,
a nic tak nie krzepi serca,
jak "kapliczka" starej pomarszczonej
kory,cierpnącej
pod Twoim oddechem.

Ludzie wybraliby dąb,
Ty starą polską wierzbą głowiastą
nie gardzisz.

1 komentarz:

Lech Kamiński pisze...

Taką Cię lubię Poetką. To jest właśnie ta zapamiętana przeze mnie Renezja