Obserwuję, jak z kokonu wydostaje się motyl.
Waha się.
Nie jest chyba do końca pewien…
Cofa się.
A może nabiera kolejnego oddechu?
Odkrywa przed światem skrawek skrzydłai wtedy widzi niezadowolenie,
Czuje ukrywaną niechęć,
słyszy poszum krytyki innych motyli.
Chciałby włożyć skrzydło ponownie do kokonu,
lecz to, co wydawało się bezpiecznym schronieniem
już w strzępach, już innemu celowi służy.
Obserwuję, jak motyl bije się z emocjami.
Światło życia go wzywa, miejsce piękne kusi,
„przyjaciele”, których znał będąc brzydką gąsienicą
obiecywali wierność.
Piękni oni, mienią się na swych piedestałach
i tak dobrotliwie patrzą z góry…
I nagle silny Paź Królowej rozrywa kokon.
Już nie ma powrotu.
Już teraz albo zginąć, albo wzlecieć
wysoko, najwyżej - ku słońcu.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz