płynie język wartką rzeką,
baba miele w nim ozorem,
jeszcze nimfą nie zrodzona,
już kojarzy się z potworem
miele baba, gałąź żuje
pysk ma brudny, ropę w oku
nie wplątuje nic we włosy
by nie dostać słowotoku
rano we dnie i wieczorem
gdy gotuje i gdy smaży
wiecznie ględzi - coś z ozorem
w końcu babie się przydarzy
i gdy już na skraju deski
do przymiarki się sposobi
jeszcze przytyk ostateczny
w raju bram Piotrowi zrobi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz