środa, 29 marca 2017
Piosenka monotematyczna
Ona była piękna, młoda
On był całkiem fajny gość
Ona tryskała urodą
On czasami miał jej dość
(i nucimy sobie pod noskiem)
tralalallala,
trala lala
tralalalalalala
trala la
tralalallala,
trala lala
tralalalalalala
trala la
Ona miała suknię w kwiaty
Głos anielski, wdzięk i szyk
On przystojny i bogaty
Rozkochali siebie w mig
(i nucimy sobie - a co tam)
tralalala….
Ona wolna – niekoniecznie
On też pewnie kogoś ma
Lecz smakuje najwyborniej
Zakazana miłość ta
( nucenie ponoć w cenie)
Ona miała oczy, pupę
Talią swą zwalała z nóg
On udawał, że nie widzi
Albo dziwak, albo trup
(i zapętlamy nucenie, jak przy goleniu)
Tak się z sobą przepychali
Rok, dwa, trzy (cóż - mieli czas)
I choć bardzo się kochali
Piękna miłość poszła w las
(czy komuś jeszcze chce się nucić? )
Morał zatem pcha się w progi
Z oczu dwojga lecą skry
Choć z miłości serce rośnie
Rozum nie wyważy drzwi
poniedziałek, 23 stycznia 2017
Omdlenie
Bezpańska Poetka pozwoliła,
by rozum złamał skrzydło duszy,
obnażając jej smutne położenie…
Zemdlała.
W całym ogrodzie zaczęły obumierać
pąki nierozwiniętych kwiatów,
zbyt głęboko wrosły
w twardy grunt rzeczywistości.
Bezpańska Poetka przyjęła do serca
słowa Grajka, by nie zapełniać
jego przestrzeni
własną samotnością.
by rozum złamał skrzydło duszy,
obnażając jej smutne położenie…
Zemdlała.
W całym ogrodzie zaczęły obumierać
pąki nierozwiniętych kwiatów,
zbyt głęboko wrosły
w twardy grunt rzeczywistości.
Bezpańska Poetka przyjęła do serca
słowa Grajka, by nie zapełniać
jego przestrzeni
własną samotnością.
niedziela, 6 listopada 2016
ciepłem podszyta
Optymistycznie patrzę w przyszłość,
szczególnie zamkniętymi oczami...
Świat kosztem utraty ostrości
widzenia,
zyskuje na odbiorze
doznań, dostarczanych
pulsującym biciem serca.
W rytmie puk-puk, puk-puk, puk-puk,
słońce opala na złoty kolor,
deszcz jest letni, nawet późną jesienią,
a w bitwie na śnieżki nie marzną dłonie.
Najlepszy widok mam z sypialni.
Szczelnie owijam siebie i marzenia,
nie wyściubiamy noska poza obręb
naszej, puchem otulonej łupinki.
Noc w noc wypływam na łowy,
by każdego rana mieć siłę
otworzyć się
na rzeczywistość.
wtorek, 11 października 2016
Gdy mnie - tobie zabraknie
Kiedyś, kiedy zniknę, tak już
na całego, nie będzie mnie w domu,
ani ogrodzie…
Gdy kwiaty same będą miały kwitnąć,
zabraknie rozmowy mojej – z nimi,
co dzień
gdy Alejami nie będę przemierzać
w kierunku tak dobrze nam znanym
i nie pomacham więcej
w twoje okna, i nie pomyślę,
„witaj kochany”.
Kiedyś, gdy pamięć o mnie już
odpłynie, z wszystkich umysłów,
które zaprzątałam i każdy we własny
powóz zaprzęgnięty, zapomni o tym
w którym ja istniałam...
Coraz rzadziej wywołana będę
na czyjeś usta, czy do snu czyjegoś
i coraz trudniej odtworzą w pamięci
obraz wizerunku mojego.
A ogień który we mnie płonął, tlić
w końcu przestanie – kochanie…
Zostaną wiersze, cząstki tej miłości,
którą nie sposób będzie ignorować
zawieszę nuty na deszczowych chmurach
spadną na ciebie, wiem, że je zachowasz.
Choć ogół świata galopem przed sobą
batem życie siecze, nań się mocno gniewa,
ja ci o szczęściu zaśpiewam. Tylko blask oczu
zapamiętaj, on lód w twoich oczach skruszył
i przeto stały się one zwierciadłem
prawdziwie pięknej duszy.
niedziela, 9 października 2016
Cisza
Może napisałabym dobry wiersz,
gdyby nie rozbiegane dzieci.
Spłodziłabym parę udanych zdań,
gdyby nie cieknący kran,
gotująca się zupa,
rozlana na obrus herbata.
Może wystarczy poczekać
na bardziej sprzyjający czas,na ciszę…
Cisza jak makiem zasiał.
Dzieci wyemigrowały,
zupa zjedzona,
herbaty nie ma komu podać.
Cisza głucha, aż echo w uszach
dzwoni, dawnym odgłosem
cieknącego kranu,
gwarnego śmiechu,
bulgocącej się w garnku strawy.
Wiersz ulotnił się wraz z energią
napełniającą dom.
Pozostała nikomu,
do niczego niepotrzebna
cisza.
gdyby nie rozbiegane dzieci.
Spłodziłabym parę udanych zdań,
gdyby nie cieknący kran,
gotująca się zupa,
rozlana na obrus herbata.
Może wystarczy poczekać
na bardziej sprzyjający czas,na ciszę…
Cisza jak makiem zasiał.
Dzieci wyemigrowały,
zupa zjedzona,
herbaty nie ma komu podać.
Cisza głucha, aż echo w uszach
dzwoni, dawnym odgłosem
cieknącego kranu,
gwarnego śmiechu,
bulgocącej się w garnku strawy.
Wiersz ulotnił się wraz z energią
napełniającą dom.
Pozostała nikomu,
do niczego niepotrzebna
cisza.
czwartek, 6 października 2016
… A na imię mu dano – Natchnienie
Czuję cię na progu myśli,
jakbyś czekał na wywołanie.
Nie musisz bić w dzwony,
by obwieścić istnienie,
bo jesteś: w codzienności,
na uroczystościach,
w pracy i rozrywce.
Dobrze znany snom i jawie,
kochany w marzeniu, upragniony ciałem.
Budujesz obrazy, dla których
warto przenieść ciebie
do świata równoległego,
realnego.
Mamy już to w zwyczaju,
kiedy budzimy się o świcie,
przywołujesz zabłąkany
we śnie uśmiech,
i przypinasz mi skrzydła do ramion.
wtorek, 30 sierpnia 2016
http://portalliteracki.pl/artykul,53247.html
http://portalliteracki.pl/artykul,53247.html
Zapraszam :)
Zapraszam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Tadeusz
Nie wszyscy muszą rodzić się ze skrzydłami, ale każdy powinien mieć u ramion specjalny zaczep, do którego Wszechświat podepnie skrzydła, by ...
-
Jedno ciepłe spojrzenie zatrzymało czas. Nagle zakwitły ulice Zapach miasta przypominał aromat frezji W Twoich oczach iskierka tańczyć zaczę...
-
Przeczytałam książkę „Marzenia kontrolowane” autorstwa Grażyny Wieczorek. Przeczytałam i przystanęłam, by zebrać wszystkie myśli, które napł...
-
Nie wszyscy muszą rodzić się ze skrzydłami, ale każdy powinien mieć u ramion specjalny zaczep, do którego Wszechświat podepnie skrzydła, by ...



