malujesz stopy na czerwono
wczesnoporanna kulo ognia
zaspany promień kładziesz świtem
na wyszczerbionych życiem stopniach
gdzieś w potargany bukiet włosów
wczesał się powiew roztargniony
jutrzenka zrywa się do lotu
poranek w rzekę zapatrzony
przestrzeń brzemienna w skurczach nocy
rozpiera ranny wokal zorzy
świergot podnosi ponad lasy
mgielne woale - dniem rozproszy
5 komentarzy:
Świetny wiersz. Jest Pani naprawdę bardzo barwną postacią ;)
dziękuję Jin:)Pozdrawiam ciepło:)
Nie chciałem, ale muszę Ci przyznać. że ostatnie Twoje wiersze są przepiękne. Są w pełni godne Ciebie. Jednak potrafisz zachwycić
dziękuję Leszku:)
I po co ja to pisałem, po co? Przecież się nie znamy, wcale. A beczka soli, to bzdura.
Prześlij komentarz