poniedziałek, 7 grudnia 2015

Szósty grudnia

Dzisiaj nie zasnę, lampa zagląda do okna,
mruga świątecznymi ozdobami
i namawia...

Na saksofonie gra nieokreśloną melodię,
chyba jakiś rozkochany we Wrocławiu
poeta. A może to malarz, który maluje
dźwiękiem, by zarobić na farby i sztalugi.

Nie zasnę dzisiaj.To noc Mikołaja,
a ja tak daleko
i moje buty pod niewłaściwym adresem.
Chciałam, aby chociaż Twardowski z księżyca
zanucił mi swój wiersz...

Gapa ze mnie,
przecież on teraz przy Ratuszu gra na saksofonie.

wtorek, 24 listopada 2015

Zawsze


Za oddech
Za pokarm
Za dom bezpieczny
Za skrawek zieleni
Za oknem
Za światło
Za zmrok
Za sen ożywczy
Za chwile
Zauroczeń
Za powab
Za uśmiech
Za dłoń wyciągniętą
Za twoje
Zapatrzenie
Za głosu tembr
Za oka błysk
Za kołysankę
Za ciebie
Wciąż … niezmiennie

sobota, 21 listopada 2015

kto mnie stąd ruszy

Jako, że mój Przyjaciel woli krótszą wersję wiersza, "a mnie jest szkoda lata" :) pozostawiam dwa warianty na pociechę lub ku utrapieniu odwiedzających mojego bloga :)



Jeszcze nade mną słońca promienie
Ciepłym oddechem na sukience
Kładą falbany, rzucają cienie
Tych coraz więcej

Uciekam zatem od drzew od krzewów
Wystawiam policzki wprost na światło
Jeszcze nasiedzę się w szarościach
Tych jest aż nadto

Łąki kołyszą barwne kwiecie
Aromat traw i ziół mnie kusi
Czy jest piękniejszy pejzaż na świecie

Kto mnie stąd ruszy




xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

jeszcze nade mną słońca promienie
ciepłym oddechem na sukience
kładą falbany rzucają cienie
tych coraz więcej

uciekam zatem od drzew od krzewów
twarzą kieruję się ku światłu
jeszcze nasiedzę się w szarościach
tych jest aż nadto

łąki kołyszą barwne kwiecie
rumieńce mam od aromatów
ten najpiękniejszy pejzaż na świecie
to dar od lata

jeszcze przysiada ptak na gałęzi
śpiewem zwołuje swoją ptaszynę
stoję w bezruchu oczarowana
słucham przez chwilę

zanim wyszukam wzrokiem śpiewaków
już wiatru struny je unoszą
wolnością kuszą doskonałą
o taką proszę

poniedziałek, 26 października 2015

tak jak lubię



mówisz do mnie
tak jak lubię
słowa owinięte zwiewną aurą
niedopowiedzenia
podajesz aksamitnym głosem
tak jak lubię
pamiętam pierwsze spojrzenie
cześć na moje dobry wieczór
ciepły uśmiech
nie trzeba nic więcej
noc otula się mgłą
melodia zaczyna płynąć
jest tak jak lubię

środa, 7 października 2015

Jadwiga Wojtczak-Jarosz (Kobiety Afryki) na temat mojej poezji :)

Moja zaduma nad poezją Renaty Grześkowiak

Z poezją Renaty Grześkowiak spędziłam niedawno cały weekend. Wierszem potrafią pisać tylko wybrańcy i nie chodzi o to, czy dbając o rym, czy też nie. Okazało się, że może go w ogóle nie być. W polskiej literaturze wierszowania XX-go wieku, to znaczy tej literaturze najmłodszej, obserwujemy stopniowe odchodzenie od rymowania aż do wiersza nie pozostawiającego żadnych reguł budowy wierszowej. Może być w nich brak jakiejkolwiek numeryczności. Innymi słowy, pojawiło się wierszowanie o budowie nienumerycznej, wiersz zwany ogólnie wierszem wolnym w różnych jego formach. W tej konwencji, w zbiorze wydanym w 2014 roku "Na krawędzi słońca i cienia..." Renezja (to pseudonim poetki) porusza się z godną podziwu swobodą, utrzymując najczęściej formę zdaniową, bodaj najwyraźniej zaznaczona w wierszu "Przy wierzbie głowiastej". Piękny wiersz, niewątpliwie w pamięci wędrowców (mojej także) przywołuje obrazy wiejskich przydrożnych kapliczek, wtulonych w gałęzie karłowatych wierzb:

Kiedy będę chciała
pomodlić się do Ciebie,
usiądę na skraju
wioski...
Zawsze tam przychodzisz siadasz na miedzy
i czekasz...
...................
Każesz ludziom przychodzić
do siebie, jak do znachora.
Ciągną rzesze z bolączkami, nowymi cielętami
dzećmi,
a Ty jak stary, wracający do gniazda
bocian, rozpościerasz skrzydła
nad wszystkim... i błogosławisz.
...................
Całe szczęście, że nie każesz
całować się po rękach
jak papieże,
wystarczy Ci szczera wiara
i pokora zgiętych kolan.

Prześliczny, ciepły, liryczny wiersz, a jednocześnie tak realistycznie opisujący sytuację, że niemal widzimy ten obraz. Ale nie tylko o obraz tu chodzi. Wiersze Renezji emocjonalnie angażują, pobudzają wyobraźnię, przywołują doznania kiedyś przeżyte. To nie tylko opis obrazu, ale i nastrój. Już samo drzewo ma swoją wymowę i symbolikę zarówno w polskiej literaturze, jak i obcojęzycznej. Stare wielkie drzewa stanowiły niegdyś symbol wspólnoty i mądrości zbiorowej; za czasów Chrobrego były to dęby, gdzieindziej jabłonie, w Kanadzie - to klony, także wśród Indian do dzisiaj. Symboliką drzewa posłużyła się poetka w następnym jeszcze wierszu, w którym pojawia się coś więcej – cecha bardzo charakterystyczna dla jej poezji:

Posadziłeś piołun w centrum naszego życia
ani go obejść
ani przeskoczyć
gorzki smak pocałunku świadczy
że nie posadzimy już drzewa.

To "coś więcej" zwróciło moją uwagę już poprzednio, podczas czytania pierwszego zbioru wierszy Renezji ("Może jutro..."), wydanego nieco wcześniej, zawierającego głównie wiersze rymowane. Ale nie o rymowaniu myślałam. Nie potrafiłam początkowo określić, o co mi właściwie chodzi, co mnie tak wtedy poruszyło. W codziennym życiu, gdy natrafiam na sytuację, która w jakiś sposób odbiega od przeciętności i nie mieści mi się w znanych standardach, to albo mówię sobie "prześpij ten problem, rano obudzisz się z rozwiązaniem" i tak często się dzieje, albo też - zwłaszcza jeśli to jeszcze dzień - zostawiam wszystko i idę się przejść. I właśnie wtedy był ten spacer. Po powrocie otworzyłam pierwszy tomik i znalazłam miejsce, przy którym jakiś "zegar" zaczął mi tykać w mózgu, że to tu, że tu jest to "coś", co czyni te wiersze wyjątkowymi. Werset, który zwrócił moją uwagę składał się zaledwie z dziesięciu słów, a mówił tak wiele! Pisząc prozą, zajęłoby to pewnie rozdział. A tu, w tych kilku słowach zmieścił się cały fizyczny obraz, sens sytuacji i cała gama uczuć. Jakby dwa lustra jednej sceny: to, co widać i to, co dzieje się w duszy:

Jeśli mnie kochasz, odejdź stąd
Do przemyślenia daj mi noc.

Czy można było krócej słowami opisać taką scenę? tak, aby czytający wyobraził sobie okoliczności i zrozumiał gmatwaninę uczuć dziewczyny? Zakończenie wiersza -

No proszę już idź
już zostaw mnie

- było już w zasadzie niepotrzebne. Zabrzmiało mi bolesnym zgrzytem, może o to właśnie chodziło, żeby samemu poczuć.

Niemal wszystkie wiersze drugiego zbioru, to właśnie takie krótki podwójnie lustrzane arcydzieła sceniczne. Tak chyba najtrafniej ich wyjątkowość określić. Miniaturowe scenki teatralne. Pozwolę sobie jeszcze niektóre z nich przytoczyć:

Wyszedł po papierosy za przysłowiowy róg (oni tak wychodzą)
Nie wiem, czy kupił, nie wiem, czy zapalił.
Zapałkami, które po nim zostały podpaliłam drogę powrotną.

Treść niby błaha, banalna, ktoś by powiedział "a co mnie obchodzą zapałki, a i nawet papierosy!?". No właśnie! A może to wiersz do zrozumienia tylko dla drugiej kobiety? Bo w tym wierszu odezwała się kobieta, której cierpliwość ma swoje granice i to właśnie odbiło się w tym drugim lustrze. To nie rodzaj kobiety o poddańczym poświęceniu afrykańskich kobiet przedstawionych przeze mnie w "Kobietach Afryki". Ta kobieta nie da sobie w kaszę dmuchać, chociaż bierze na siebie cały "pakiet" przyziemnych obowiązków:

w pakiecie podstawowym otrzymałam:
rodzinę wielodzietną, minimalne zarobki
i życie pod górkę
Nic to
Syzyf też ciężko pracował
na wiekuistą pamięć

A jednak w innym miejscu przyznaje:

kobieta -
matka. żona, kochanka
za dnia kuchta domowa
wybranka nocą
jedyna – do czasu aż jej mężczyzna
nie uzna inaczej.

Niezwykła oszczędność w słowach nadaje tym wierszom szczególny wyraz. Jakże przy tym jaskrawo odbija powszechne gadulstwo; jesteśmy stanowczo nazbyt przegadani w rozmowach i mowach! A jednocześnie wiersze Renezji zawsze trzymają się ziemi, są w każdym calu egzystencjalne, jakby żywcem wyjęte z codziennego życia. To, co jeszcze spostrzegamy, to umiejętność zachowania należytego dystansu w stosunku do sytuacji, jak i do samej siebie, a także spora doza humoru, czasami ironii, innym razem z przymrużeniem oka traktowanie samej siebie. Jednak zawsze dużo w nich (może chwilami zbyt dużo?) chęci pokazania, jak twardą potrafią być kobiety. Tylko czy warto, aby były aż tak twarde? Zwłaszcza, gdy w tym drugim lustrze - patrząc na całe bogactwo przykrych doznań tej "twardej kobiety" – widzimy, za jaką cenę. Duża część wierszy ma zabarwienie feministyczne. [I bardzo dobrze, kobieta też człowiek, szkoda, że nawet we współczesnej Polsce trzeba czasami o tym przypominać]. W tych właśnie wierszach, wyrazistością porównań i ostrością spostrzeżeń przypominała mi nieraz Renezja twórczość żyjącej w ubiegłym stuleciu znanej pisarki, Anny Świrszczyńskiej, ulubionej poetki Czesława Miłosza, o której z najwyższym uznaniem pisał w swoich recenzjach.

Gdybym na koniec miała napisać coś całkiem od siebie, to mimo że nie mam w zwyczaju narzucać się uszczęśliwiając innych radami, to jednak (mimo tychże skrupułów i braku odwagi w takowym działaniu) napisałabym całkiem po prostu: Reniu Kochanie, czekam na trzeci zbiór wierszy. To wielka sprawa mieć tak wyjątkowy dar. Te miniaturowe sceny opatrzone "podwójnym lustrem", w którym odbija się dusza człowieka, a wszystko w kilku słowach zawarte, są wyśmienite.

wtorek, 6 października 2015

myślą przy myśli

do łezki - łezka
do ziarnka - ziarnko
czy zechcesz kiedyś być mą wybranką
do rożka - rożek
połowy - pół
sklecimy razem rodzinny stół
do ręki - ręka
do noska - nosek
tulisz się do mnie jak Eskimosek
do kocham – kocham
do zechcesz – chcę
zmieniłaś w jawę marzenia sen
myśli przy myślach
serce przy sercu
i rym nas stawia na ślubnym kobiercu
przy chwili - chwila
a przy mnie ty
razem tworzymy pojęcie – MY
patrzysz – ja patrzę
czujesz – ja czuję
złączeni w jedno – życie pulsuje
i jestem – bo jesteś
i trwam – bo trwasz
życie się rodzi – a świat jest nasz

Tadeusz

Nie wszyscy muszą rodzić się ze skrzydłami, ale każdy powinien mieć u ramion specjalny zaczep, do którego Wszechświat podepnie skrzydła, by ...