sobota, 5 września 2009

złudzenia - pierwotna wersja

czekanie -
chwila za chwilą
jak dłubanina
na szydełku
posuwały się
misternie do przodu

każdą minutę
naciągałam na nić czasu
snując marzenia
o zapachu świeżych
korali
jarzębinowych

tak jak one
zszarzałam rosząc łzy
gdy zrozumiałam
że jestem tylko
jednodniowym wypadem
po wrażenia

czwartek, 3 września 2009

hibernacja - bezosobowo

miast płatków róż
droga ołowiem usłana
boleśnie
przenika przez skórę
i obciąża kroki

nadmierne żale
nie dotlenią serca
obkurczone w zgryzocie
-bezkrwawo zamiera

na ileż można
zamknąć się w sobie
wysuszyć koryta żył
i oddech spowolnić
w hibernacji uczuć

tylko gwiazda
odradza się ponownie
w wybuchu supernowej
cała reszta - prochem

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

złudzenia- wersja druga, ogólna

czekanie -
chwila za chwilą
jak dłubanina
na szydełku
posuwały się
misternie do przodu

każda minuta
naciągnięta na nić czasu
snuje marzenia
o zapachu świeżych
korali
jarzębinowych

tak jak one
zszarzała rosząc łzy
gdy zrozumiała
że jest tylko
jednodniowym wypadem
po wrażenia

przemijanie

Wszystko przemija, ale nie pozostawia po sobie pustki.
Wolne miejsce zapełnia się od razu teraźniejszością.

niedziela, 30 sierpnia 2009

hibernacja

miast płatków róż
usłałeś mi drogę
ołowiem
przenika przez skórę
i obciąża kroki

już nie biegnę
spowolniona próbuję
dotlenić serce
obkurczone w zgryzocie
-bezkrwawe

na ileż można
zamknąć się w sobie
wysuszyć koryta żył
i oddech spowolnić
w hibernacji uczuć

nie jestem gwiazdą
nie odrodzę się ponownie
w wybuchu
supernowej
zważ na to…

nim mnie uśmiercisz

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

nie wierz...

nie wierz nigdy krytykom
dobrą radę ci dam
co jednemu pasuje
drugi uzna za chłam
wypośrodkuj wywody
oddziel ziarno od plew
każdy jest subiektywny
no i ryczy jak lew
tutaj rzęzi, tam płynie
to ma wiry , to muł
by osiągnąć konsensus
wyłóż karty na stół.

Wbrew przekonaniom 1

Tuż przed 22.00 trzeba bezgłośnie wśliznąć się
przez świeżo malowaną bramę. Zwinność
wykazać, by na porannym apelu śladu nie było
na piórach i stopach. Tak często odnawiają
wrota niebieskie, jakby ciągłe do nich pukanie
płatami ze świętości obdzierało. Tyle dusz niezawinionych
szuka w niebiosach znieczulenia,
topiąc złe myśli w hosannach.

Wylatują pełnymi garściami, anielątka
gotowe szukać chętnych do służby niebieskiej,
gdzie ciężar skrzydeł ma zastąpić czyściec.
Przeszukują połacie fizyczności, zbierając
co lichsze byty od urodzenia przystosowane,
by wejść w wyznaczone dla nich miejsce
na końcu, a może początku wszystkiego.


Strach mnie ogarnia, najpierw budzi się moja zdolność
rozumowania, potem lęk cierpkim językiem
przeciera moje plecy, nie potrafię otworzyć oczu
w obawie ujrzenia paranormalności.

Tadeusz

Nie wszyscy muszą rodzić się ze skrzydłami, ale każdy powinien mieć u ramion specjalny zaczep, do którego Wszechświat podepnie skrzydła, by ...